| |
Salvate Allegro....
Ten serwis zaskoczyl i zaskoczyl. Zaskoczyl, poniewaz zaczal dzialac i wbil sie w nisze. Jednak takze zaskoczyl bo wielu myslalo, ze Ebay wykupi go - a sie nie udalo. Dzis Allegro, to najwiekszy portal aukcyjny w Polsce. Mozna by sadzic, ze skoro najwiekszy, to rowniez oferujacy najlepsza usluge. Poprzez najlepsza rozumiem: najlatwiejsza dla uzytkownika, najbezpieczniejsza, najmilsza, takie jak to po polskiemu mowia "user friendly". Ouups! A jednak. Oferta jest najlepsza, bo... jedyna wlasciwie! Czyli monopol, a wtedy wolno co się chce. Co mozna porownac do tzw. TePSy na ten przyklad, ktorej udzielo sie to daawno temu. Bo jak serwis oferujacy naaajleeepsze uslugi w kwestii aukcyjnej moze tak bardzo niefrasobliwie traktowac, to co dzieje sie na jego stronach? A no może. Nie ma na to bowiem zadnego, heh!, sposobu (prawie). Moze zatem ze stoickim spokojem pomijac negatywne komentarze sprzedawcow (kupcow pewnie tez) i nadal przyznawac im miano "Super Sprzedawcy"? To jednak jest nierzadko (a ostatnio czesciej), przykladaniem reki i aprobata do wielu hmm... naciagaczy. Allegro jednak nie widzi potrzeby w promowaniu "bezpiecznej marki", bowiem woli ilosc. Co zrozumiałe, bo i tak się opłaca. Ludzie to zachłanne stworzenia, będą kupować "okazje" bez względu na wszystko. A aukcji jest bez liku. Przyklad, zeby nie bylo. Odszukany łatwo na stronach serwisu Allegro. Kontrahent KomiksPRL (inaczej zwany komiksgra - taki wybieg sprzedawcy) ma wiele negatywnych komentarzy, dużo neutralnych od ludzi nie twardego serca, a nadal ma pozycje "Super Sprzedawcy". A i jezyka uzywa, powiedzmy szczerze... podworkowego. Co zatem powinienem myslec o takim dostawcy uslugi, ktory pobiera stosowne oplaty za mozliwosc handlowania za pomoca tego portalu? Klamca i oszust, czy jedynie kapitalista i zarobkiewicz w swietle prawa... prawy, choc gnida? Co robic... zbojkotowac i nie kupowac na pohybel portalu i klamcow, czy jednak pogodzic sie i dziekowac za sama mozliwosc udzialu w tym spolecznym handlu? I wiadomo, ze Allegro bedzie dzialalo nadal (frajerow i uczciwych tak samo nie brakuje), ze przytaczany komiksgra i komiksPRL nadal beda naciagac klientow, tylko pytanie pozostaje - co robic? Byc inteligentnym i madrym, czy wygodnym? ;)
notreal 2010-01-16 22:14:05
skomentuj (3)
W lodowym zamku na szczycie Wiezy....
A co jesli lubie, pomyslal (o dziwo!) i napisał:
jak oglądamy short films, kiedy Ty lezysz na łóżku, a ja spoglądam z galeryjki jak mowisz glosem Szczurka i go przytulasz jak drobisz jedzenie na talezu (szczesciem, nie moje) jak jestes malym rapperkiem jak kupujesz mi cygara jak-a masz rodzine jak grasz (muzycznie) jak mi mowisz rozne mile slowa jak sie wspinasz jak spisz jak pierdzisz, po kukurydzy... eeee to chyba nie ;) jak robisz oczki jak sie nigdy nie domyslasz jak smazysz rybe, albo mielone jak lubisz moje kwiatki jak zbierasz pierdolki jak jezdzisz na rolkach w kawiarence jak... jak... jak...
A nie lubię... hmm I księciunio zamknal laptoka, bo wziela i znikla mu wena. Ta suka, co przylazi kiedy chce. I tak
samo sobie idzie... kiedy chce. Moze innym razem. Takie historyjki trzeba dawkować. ;)
notreal 2009-07-22 21:19:40
skomentuj (2)
Altru i Ego....
Egoizm, taka niechlubna cecha charakteru. Tak bardzo krytykowana i deprecjonowana. Taka antyaltruistyczna, a przez to sama w sobie spolecznie niepozadana. Zabawne, ze ta wlasciwosc tak bardzo nie chwalebna nabiera wartosci w roznego rodzaju sytuacjach. Malo tego spotkyka sie niekiedy z powszechnym uznaniem i akceptacja, a nawet zrozumieniem i motywacja. Rozbierajac na takie zwykle, ludzkie, potoczne slowa "altruizm", otrzymujemy: myslenie o innych, dbanie o nich, pomaganie, nie skupianie sie na sobie, etc.. . W takim razie w tym duchu utrzymujac - ktos zaczyna chorowac, powiedzmy ze na ciezka, moze nawet nieuleczalna chorobe. Zaczyna skupiac sie na sobie i swoich mozliwych odczuciach, do czego jest namawiany i zachecany przez otoczenie. Powiedzmy, ze to szczesliwa historia i wszystko konczy sie dobrze i wspaniale. Ktos zdrowieje. Przechodzi przewartosciowanie swoich priorytetow zyciowych. Co otrzymuje? Dbaj o siebie, rob wszystko by przezyc to zycie jak najlepiej (dla siebie), pojedz tam, zwiedz to, odczuj tamto. Pomysl, ze to moze ostatni dzien dla CIEBIE. Korzystaj zatem. Jest tu gdzies mowa o altruizmie? Inna sytuacja - nieszczescie w rodzinie. Choroba, smierc, bankructwo... . Nagle mala spolecznosc mysli o samych sobie. Tak, o kilku osobach byc moze, ale dlatego ze jednostce trudno przetrwac taki kryzys. Niemniej dalsze zewnetrze nie jest zauwazane. Co zatem? Altruizm dla kilku członkow, czy egoizm mimo wszystko? Podobnie w sytuacji postrzeganej pozytywnie, jak narodziny dziecka, czy wielki (i najlepiej przypadkowy sukces). Skupienie konkretyzuje sie do jednej, kilku osob, malej i szczelnej grupy. Zaczyna sie dbac w o wiele wiekszym wymiarze o swoje. Grupy, interesy, cokolwiek. Czy to nie jest odbicie egoizmu mimo wszystko? Tego tak bardzo negowanego spolecznie i tak bardzo potepianego na codzien? Byc moze egoizm jest nam przypisany i wcale nie jest taki zly jak sie okazuje. Moze po prostu w pewnym momencie zycia zyjemy w altruizmie a w innym w egoizmie i to jest OK. Moze jedynie wystarczy nie zapodziac sie w jednym, ani w drugim, bo kazda z tych sytuacji w ekstremalnych warunkach prowadzi do jednego - do samotnosci. Egoizm - z definicji. Altruizm - bo meczy naszych bliskich, troche bardziej egoistycznych. ;)
notreal 2009-07-19 21:21:42
skomentuj (7)
Crisis, nowa era strachu....
Sa rzeczy ktore doskwieraja, jeszcze inne ktore denerwuja, kolejne wkurzaja, a jeszcze inne dobijaja. A kryzys mnie zwyczajnie wqrwia. I wcale nie dlatego, ze jest, bo jak dla mnie to swego rodzaju sinusoida i przyjsc musial, by odejsc mogl. Choc w sumie troche dlatego tez, ze sobie nadszedl delikatnie oczywiscie frustruje. Wnerwia mnie natomiast tym, jak dziala na ludzi. A moze wlasciwie jak ludzie oddzialywuja na innych ludzi w takiej sytuacji. Takie media... nakrecaja ten kryzysowy biznes do bolu. No ba!, sami go odczuwaja, ale to nie znaczy, ze wyciagniecie z niego czegokowliek nic nie da. Skoro nie ma lepszych pomyslow, to dostajemy spora dawke opini tych, czy innych „ekspertow” na temat obecnej sytuacji gospodarczej. Do tego te opinie sa niestety opiniotworcze i pozwalaja na poglebianie lub jesli bylaby taka wola na oslabianie ran po rykoszetach kryzysowych. Popularniejsze jest jednak dolowanie, to wiec je dostajemy. Nawet Angole juz nas bojkotuja, nie wpuszajac na budowy, choc oni dotad nigdy nie chcieli robic tego do czego nas dzis nie dopuszczja. Pomijam nawet manipulacje informacja, ktora wielu powali, ale paru przysporzy profitow. A w pracy... w pracy ludzie coraz bardziej zmartwieni, przez to nerwowi, przez co bardziej zapracowani, przez co mniej socjalnie sie zachowuja, przez co... . Ogolnie polityka strachu. Za kazdym razem przypomnienia, zalecenia i pieprzenia o tym jak to kazdy byc powienien wdzieczny ze jeszcze ma prace, ze poprzednie lata nas uspily i koniec koncow wychodzi na to, ze nie chcialo nam sie pracowac, ze starac sie teraz trzeba bardziej, ze teraz za kazda nawet niezalezna pomylke lub tez niemoznosc bedzie przesiew pracowniczy. I zeby nie podskakiwac i ze ciecia i ze wszystko w ogole wisi na wlosku. I wprost proporcjonalnie do wielkosci firmy, te wiadomosci sa przekazywane w dol hierarchi z podwajajaca sie moca. Ludzie coraz bardziej znerwicowani, zdenerwowani, panikuja wreszcie. Choc w tym bardzo ukrytym wymiarze, wewnetrznym. Potrzebuja pogadac, wyrzucic z siebie swoje wlasne, zazwyczaj mroczne mysli, by nie borykac sie z nimi samemu, byc moze by nie obarczac najblizszych. Laza wiec jak nieumarli wypluwajac nieswiadomie swoj wlasny jad nie swojego kryzysu. Ciezkie to, nie konstruktywne, ale bardzo ludzkie przeciez. Trudno jest radzic sobie z samym soba i swoimi emocjami. Jeszcze trudniej byc pomocnym dla bliskich w chwilach ich frustracji, czy slabosci, ale dla prawie kazdej spotykanej a znajomej osoby byc oparciem, lekarzem i pozytywnym doradca, to juz zadanie dla tytana optymizmu! Nie lubie dolujacych i nie zyczliwych plotek, nie lubie babrania sie w rozlanym mleku, nie lubie rozkminiania rzeczy dla samego narzekania (no moze czasem, przy kominku Amaroka), nie lubie straszenia, ani traktowania mnie jak naiwnego jeszcze dziecka w przedszkolu, nie lubie negatywnego wykorzystywania sytuacji, nie lubie balwochwalcow i nie lubie idiotow z przerostem formy nad trescia... Nie lubie. Jakiez zle nastawienie. Powinno byc, to co lubie. Ale moze zwyczajnie powinienem polubic, to czego nie lubie, choc nie chce tego lubic? P.S. A moja kolezanka w pracy, sie okazalo jest mobbingowana - kij w ryj temu kolesiowi i jeszcze go pieknie zalatwimy! ;)
notreal 2009-03-24 21:40:52
skomentuj (8)
WOSP 2009, jako norma spoleczna....
Wszedłem na Nasza Klasę... I co widzę? Cała masa znajomych popiera akcję Wosp. Fajno!. Wchodzę więc na stronkę i co? Mozna poprzeć,albo... nic nie robić. Przyznaję nigdy nie lubiłem Owsiaka, od jakiegos czasu mam hmm dualne nastawienie co do WOSP. I nic nie zrobie z tym, ze wku...rza mnie fakt kiedy moge cos poprzeć, ale nie mogę nie popierac! Co to za gowniany sondaz, bo to jednak jest sondaz, skoro na NK jedyne co widze, bo to ze ten a tamten „popiera akcje wosp”... . Czyli jednak tlucze w glowy, ze Wszyscy popieraja Wosp. Moze sie czepiam, ale czemu nie widze, tak dla rownowagi ze ktosiu zwyczajnie nie popiera.Dla mnie dzis WOSP jest dowodem wielkiej niekompetencji tego czy innego rzadu, niewydolnosci kraju, obrazoburczego pochłaniania srodkow tzw. Słuzby Zdrowia, ale tez wydumanej kompetencji gildii lekarzy i naszej glupoty. Bo to nic innego, jak poza podatkami sponsorowaniem tego co nam sie zwyczajnie nalezy, przy tych wszystkich podatkach – jezeli ktokolwiek w ogole sprawdza na co ida jegopodatki.Kontynuacja takiego procederu tworzy swego rodzaju patologie i przyzwolenie na czynienie, czy wlasciwie nie czynienie nicze go.I ja wiem, ze mozna powiedziec „skoro nie oni, to nic niebedziemy mieli”, ale takie podejscie daje mozliwosc do interpretacji kazdego innego wyjatku.Od dzis mozemy sie zrzucac na kazda inna okazje, bo Panstwowe daje rady... A moze...moze, nie wlasnie? No i ostatni wyslow Holdysa... Dla mnie, co najmniej nietego, ale juz pogrom zadal sobie sam Jurek Owsiak (którego, przypomne nie lubię osobiscie). Poparcie tej wypowiedzi było jak najbardziej tworzeniem sobie tzw.:„Czarnego PR”. I oczywiscie, ze wiem, ze NIKT inny nie bierze kasy za tehhmm idee. Ani kamerzysci, ani dekoratorzy, ani scenarzysci, ani urzedy i kto to wie kto jeszcze. Oczywiscie, ze wszyscy dzialaja non-frofit. Nawet Owsiak. I zyja z zasilku, bo moralne pietno wywiera wplyw na kaaazdym! Podsumowujac – nie lubiłem Owsiaka, a dzis dodatkowo w tej kategorii mysle o Holdysie. Hmmm..., to kto sie pogubil? Ja czy oni?;) PS na dzieci i tak daję, bo co! ;)
notreal 2009-01-13 22:07:16
skomentuj (7)
Ring....
Kiedy właściwie zakłada sie obrączke? Te symboliczna, bo przeciez nie prawdziwa? Te na swoje wlasne zycie, przez siebie tak po prawdzie, bo nie przez kogos. Kiedy owa staje sie brzemieniem, naczepa ciążącą, hamującą, bo jakże rzadko (ze slyszenia) rozwijająca?
Choc może nie... może rozwijając jednak, ale w przedziwnie innym zakresie niz mozna kiedykolwiek podejrzewać.
Nie jest czyms moze interesujacym lub zajmujacym fakt, że po tzw stabilizacji, ulozeniu, spokoju bytu, nadchodzi tak czesto rutyna, nuda, brak radosci, zarowno z przebywania ze soba, seksu, zabawy, smutku, rozmowy, etc.. I pewnie, że to nie regula zadna, ale niestety czesty przypadek. Choc o ile mowiac „czesty”, to w tej korelacji „przypadek” wyglada niejako kuriozalnie.
Jak to jest, że jestemy tzw singlami, uzywamy zycia, spotykamy wiele osob, chce sie nam, ludzie nas chca, potrzebuja wlasciwie, jak i my ich, bawimy sie, cieszymy z chwili, cos sie dzieje, plynie rzeka zdarzen, a niekiedy nabieramy potrzeby stabilizacji, zmeczeni ta pogonia za chwila urzeknienia, momentem zaistnienia, kropla czastki siebie wydaniu publicznego odzwierciedlenia? Odpowiedz wydaje sie tak banalna, ze glupio az odzwierciedlac ja w slowie pisanym. A jednak – bo chcemy zmiany kiedys.
Dostajemy wiec zmiane i co?
I niewiele z nia potrafimy zrobic. Po jakims czasie wspominamy o przeszlosci... O bylych, ktorzy dzis sa lepsi o wiele albo o tyle samo gorsi, o przezyciach ktore byly wspaniale a dzis jedynie wspomnieniem, o wszystkim co bylo a dzis czemus nie ma.
I czemu nie ma? Łatwo odpowiedziec wbrew pozorom – bo to inna zupelnie kwestia i inni ludzie i inne sytuacje i inne warunki i inne... .
Jednak, czy tak aby jest na pewno? A może nam, samym w sobie juz sie nie chce, nawet jezeli mowimy ze to bzdura, moze latwiej doszukiwac sie wytlumaczen w innych, nie szukajac ich w ogole w sobie.
Moze latwiej dzis znalezc wytlumaczenie w dzieciach, zwiazkach, pracy, czy czymkolwiek innym, by tylko nie miec tego co bylo kiedys? Byc moze tylko po to by nie konfrontowac tego co zaszle z tym co przyszle... Bo mimo wszytko nie chcemy, ze strachu, obawy zzzz czegokolwiek.
Moze tak, a moze nie. Kto wie?
;)
notreal 2008-11-25 21:26:49
skomentuj (9)
Dolomity, oj Dolomity 2007....
No i byly Dolomity. Lojenie bylo. Zmeczenia raczej niewiele. Pomylilismy camping o jakies 32 kilometry (zasluga Saby), ale ogolnie trafilismy gites.
Tyle ze Italia to dziwaczny kraj, ciagle jakies sjesty. Jezdzic autem po polu tez nie mozna, bo sjesta. Zjesc obiadu nie mozna – bo sjesta. Kupic wiekszosci rzeczy nie mozna – bo sjesta. Qrde, dobrze ze sikac i srac mozna bylo bez ograniczen, hmm... . Choc pewnie jakby ktos pierdnal, to juz by sie kwalifikowalo pod obraze lokalnych zwyczajow.
Okazalo sie rowniez, ze ta cala „Sloneczna Italia”, to moze i ona sloneczna, ale tam gdzie bylismy ciepla wcale nie byla. Choc „sloneczna” kojarzylo mi sie dotad z „ciepla”. A jako ze nie zabralem do tego jakze goracego kraju zbyt wiele otulin wierzchnich nierzadko marzlem. Korzysc taka z Tyrolu, ze przynajmniej blisko i mozna zajechac w ca 12h.
Tak wiec, przyjechalismy, pomylilismy pola, rozlozylismy sie tam gdzie akuratnio nam sie spodobalo i nazajutrz poszlismy na lekka przechadzke, na rozbujanie sie. No i mialo byc pieknie, a wyszlo jak zwykle. Saba cos tam nie doczytala, Amarok nie zabieral glosu, ufajac pewnie idiotycznie w osad Saby, co to wyczytala w swoim przewodniku tresci blizej mi nie znane (bo przeciez nie bede czytal durnych przewodnikow i instrukcji, howk!) i poszlismy na lajtowa wycieczke. Wyszlo jakies 7h, wpierw przejazdzka bolidem wyjetym ze Star Wars, nastepnie kokonem wypozyczonym z Alien i juz moglismy loic na Ferratach. Glupia sprawa wyszla, bo sie okazalo, ze nikt nie wie jak wpiac nowe uprzeze i gdzyby nie trzezwo (???) myslacy Edi, ktoren instrukcje przeczytal, to bysmy sie powiazali jak muly pewnie. Aha! W kasku wygladam godnie, jak nie przymierzajac inspekcja budowlana, albo caly hufiec gorniczo-jaskiniowy. No to poszlismy. Ja i Szop w nowiuskich butkach, normalnie marzenie. Pan mnie w sklepie naciagnal na najdrozsze. Do dzis zachodze w glowe po czym rozpoznal, ze dam sie na to wziac,hmm. No, ale buty mam, sa swietne do wspinania, bo do schodzenia wielogodzinnego to juz nie za bardzo. W dodatku takie czerwonawe jakies. I niby do czego mi to pasuje? Do torebki? W kazdym razie dzialaja. Gorzej z Szopem, butki ladne, ale przy zejsciu w dol nacisk na nie wprawione palce stop zrobil swoje. Zsinialy i pod paznokciami sie zebralo cos rzadkiego, co ona wyekspediowala igla, brrrr... . Masochistka jak nic. Pozniej zepsulem sobie kolano prawe sztuk raz, chrupnelo i takie tam, calkiem fajnie. A nastepnie wywalilem w skaly glowa, ale niestety mialem kask, wiec nie zmadrzalem. Bylo tak sobie szczerze mowiac.
Next day zrobilismy sobie z Szopem rekonwalescencje, a reszta bandy polazla gdzies tam. Nie wiem gdzie, bo nawet nie wiem na co wlazlem dnia poprzedniego.
Sobie pogadalismy nad rzeczka i generalnie chill-out. W kazdym razie poza tym lenistwem mielismy plan swietny a genialny udac sie na turystyczna wycieczke do miastka obok ktorego mieszkalismy i juz je odwiedzalismy. Tam napotkalismy kolesia co to mowil po naszemu „jak cie moge” i naciagnal nas na 5 ojro w celu pozbycia sie narkotykow ze Slonecznej Italii, nastepnie dokonalismy zakupu mw 10 kilowego arbuza, by po paru potyczkach slownych zakupic kamienie do zapalniczki Zippo. Do dzis nie jestem pewien, czy „stone” nasz to taki sam ichni kamień w sensie ze do zaplniczki, wazne ze sie udalo. Ogolnie bylo bardzo fajnie, zwazajac na to, ze Szop zdazyl wylowic z rzeki dwie pilki, w tym jedna firmy Nike. Jak ta nasza Nike, tyle ze bez takiej pompy. Mnie rece wydluzyly sie od tego cholernego arbuza ze 20 cm, ale jak pisze, bylo calkiem milo.
A dzis pisze po przeszło roku i w autobiograficznej sponiewieranej pamieci niewiele pozostalo. Niemniej cos tam moze wydobede choc to oczywiste oszustwo bedzie, ale co tam. Martwic sie moga jedynie ci z ktorymi tam bylem ;)
No to w metnej pamieci mi pozostalo.
Trzech homosexualistow, stacjonujacych obok nas na polu namiotowym, co to wojaze rowerowe wyczyniali, a nam ku estetyce wielkiej na widoku wywieszali swe hmm gacie.
Fajne chlopaki, naprawde, zmartwili sie czemu spie w aucie Amaroczego. Sam. Znaczy tu nie wiem czy tacy altruistycznie fajni, ale zawsze to jakas bojazn o blizniego. Ciekawe tylko czemu to akurat Sabe o to zapytali, hmm. Że co niby? Ze taka komunikatywna? Heh!
A czemu spalem sam? No coz... w jednym namiocie Amarok z Szopem, w drugi Saba z Edim, to niby ci mialbym robic w ktoryms z tych namiotow? Parzyc ziolka, albo robic im oklady na te czy ine czesci ciala? No wiadomo, to spalem w samochodzie pelnym wolnego miejsca i samotnosci. Choc zamykalem sie zawsze na amen.
Odwiedzilismy tez ktoregos wieczoru, po zazyciu z Edim i Amarokiem trunku miejscowego pewna kulturalna miejscowa a odpustowa imprezke. Pomysl z tym piciem oczywiscie Amaroka. Ja mam podniebienie nie bardzo wybredne, ale przed tym czyms moj organizm wysylal wiele sygnalow alarmowych. Niemniej obralem strategiczna pozycje (otwarte pole do biegu ku wolnosci w postaci kibla publicznego) i poprobowalem trunku. Podsumowanie: dwa pierwsze nie wchodza ni kuta! Potem zaczyna byc wszystko jedno.
No to po znieczuleniu poszlismy na wyzerke – i niech mi nikt nie proponuje drugiej takiej – a potem na karuzele. Wiadomo, przyjechali to pokrecic sie musza, na cyganskiej kreciolce.
Jak to skwitowac... bylo malo zabawnie, ale wszystkim sie podobalo. Tacy nudziarze z nas.
Poszlismy tez na kolejna gorke i musze przyznac, ze naprawde polubilem Dolomity. Fajne malutkie, ale techniczne wejscia. Takie polaczenie wspinu ze zwyklym wchodzeniem na wyzsze gorki. Fajna sprawa. Troche emocji, nie zdazy sie znudzic, zmeczenie fajne. W sumie perfekcyjnie.
Aha!, bylismy tez 60 km od Wenecji, ale nikomu nie chcialo sie bujac do miejsca sciekow i mokradla. W sumie to taki bunt przeciw komercji (Qrwa do dzis zaluje ze nie pojechalismy – mielibysmy z bani odwiedziny miasta gondoli, ech!).
No i mniej wiecej tak to sie krecilo... Szop, Amarok, Saba, Edi i ja. Jak zwykle trudno zniesc, jak zwykle trudno poprzebywac, jak zwykle zajebista wyprawa :)
PS. Pizza włoska jest chujowa. Za to ciasto na pizz'e jest niebianskie!
A teraz, teraz najpewniej odpadnie mi Matternhorn, a najgorsze że nie wiem jak temu zapobiec... :(
;)
notreal 2008-08-20 00:03:09
skomentuj (4)
|
::księga
gości::
2010 styczeń 2009 lipiec marzec styczeń 2008 listopad sierpień czerwiec styczeń 2007 lipiec kwiecień styczeń 2006 grudzień październik sierpień lipiec kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2001 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec
|